Dlaczego wciąż jesteś tylko małym salonem cz.2 – Strefa komfortu

Czy liczyłaś kiedykolwiek jaka jest wartość Twojej godziny pracy?

Najczęściej liczysz ceny z zabiegów minus koszty przez ilość klientów.

A sumując twoją wiedzę, doświadczenie, to co stworzyłaś, zysk jaki wypracowujesz, miejsca pracy jakie tworzysz?

A może patrzysz przez pryzmat zysku salonu, którego najczęściej nie ma, bo są ogromne kredyty i koszty. Taki zysk pozorny. 🙂

A czy czytałaś historię Sama Waltona? Nie był nikim wyjątkowym. Nie był jakimś wyjątkowym przystojniakiem. Nie był jakimś wybitnym absolwentem wyjątkowej uczelni. Wielu pukało się w głowę, kiedy planował otwarcie kolejnego i kolejnego punktu.

Nie czekał na idealne warunki, aż będzie pięknie, cacuszko. Stawiał skrzynki, towar i… sprzedawał, a ludzie rozchwytywali ten towar. Zagrzewał ludzi do pracy, zagrzewał do wymyślania sposobów na sprzedawanie w większych ilościach. Nigdy by tego nie był w stanie zrobić, gdyby usiadł na kasie i liczył, ile dzisiaj grosików wpadło.

Jechał na rozmowy z finansistami, chociaż nie znał się na inwestowaniu.

Wiedział „tylko” czego chce. Dostarczyć klientom najlepszy towar w najniższej cenie.

Sam Walton nie sprzedawał marchewki ani Ray Kroc hamburgerów.

A jednak Wall-Mart i McDonald to potęgi.

Pisałam w poprzednim poście o tej ograniczającej perspektywie patrzenia.

Biznes z milionowymi obrotami czy tysiączkami? Marzysz o zarabianiu milionów czy 10 tysięcy miesięcznie.

 

Kolejny element, którego się większość ludzi trzyma i przez to nie rośnie jako firma to Strefa komfortu.
Nie jest dobrze, ale też nie jest źle.

 

Obrona strefy komfortu (ego) zawsze znajdzie wymówkę, żeby jej nie przekroczyć.

– zatrudnię więcej ludzi, a jak nas znów zamkną?

– wyszkolę ludzi, a jak wyhoduje sobie konkurencję?

 

Taki egocentryzm, czyli obawa wyłącznie o własny tyłek.

Sorry, ale tak to trzeba nazwać.

 

Wszystkie obawy to lęk przed utratą strefy komfortu. Tego pozornego biznesu, bo wystarczy, że pojedziesz na urlop i natychmiast odczuwasz spadek na koncie. I nie dlatego, że wydajesz, tylko dlatego, że nie zarabiasz.

 

Nie budujesz systemu, tylko stanowisko pracy.

 

Z powodu „mrożenia” wiele firm padło ale wiele firm się genialnie rozwinęło.

W czym tkwi różnica?

Ego powie – cwaniacy. Rozsądek powie – kochają ludzi, nie boja się, wychodzą do rynku i tworzą rozwiązania.

 

Cytowałam w wydarzeniu kongresowym ostatnio list jednej z masterek.

Przypomnę:

Dzień dobry:)

Trochę się opuściłam z praca domową w kwietniu, ale już przesyłam podsumowanie miesiąca. 

W kwietniu nie było wielkich planów z powodu lockdownu ale cały czas po trochu pracowałyśmy ze swoimi znajomymi klientkami, poza tym nastawiłyśmy się na sprzedaż kosmetyków – cały miesiąc trwała „wyprzedaż”, co otwarcie reklamowałyśmy. 

W wolnym czasie udało się porobić trochę materiałów do postów itp także tym razem mimo zamknięcia nie odpuściłam tak jak było to wiosną ubiegłego roku 😀

Rezultaty? Jak zaczynałyśmy MASTERA w grudniu, kwotę jaką podałam jaki utarg miesięczny chciałabym robić to było 50000zl – teraz taki obrót zrobiony podczas lockdownu 😀 

Dokładnie 51 947zl

W tym sprzedaż kosmetyków za 8689zl

Obsłużonych 252 klientów i w tym 22 nowych:)

Nie jest źle 😅

 

Rok temu sytuacja mogła zaskoczyć, ale w tym? Każdy wiedział, że coś się może zadziać. Ile osób zadbało o zmianę PKD? Ile osób uaktywniło biznes online?

 

Ile osób dostosowało funkcjonowanie salonu do sytuacji – i nie mam tu na myśli postawienie olbrzymich plastikowych ścian, izolacji itp. NIE. Mam na myśli zupełnie inne potrzeby rynku. Mam na myśli zmieniające się kanały reklamy, kanały sprzedaży. Mam na myśli sposób opieki nad klientem i sposób komunikacji z nim.

 

W tym mailu też widać potężna strefę komfortu. „Nie było wielkich planów”. A niby dlaczego? Jak to dzisiaj planujesz, a jutro nie? Bo ktoś nacisnął guzik „siedź w domu”?

Kot nasika na dywan i po planach?

 

Czyli wciąż jesteśmy w strefie komfortu.

Czyli nic ponad to co konieczne.

 

Biznes to robienie tego co trzeba, a nie tego co chcesz.

 

Dzisiaj musisz uczyć się NOWEGO biznesu.

Nie możesz opierać się na trikach i taktykach. Nie możesz opierać się na edukacji specjalistów, którzy przeczytali kilka amerykańskich książek z początku ubiegłego stulecia i „wszystko wiedzą”. Przy dzisiejszym przyspieszeniu zmian musisz uczyć się od doświadczenia. Patrzeć na metody największych przedsiębiorców, ich strategie, ich kreatywne podejście.

Taktyki jak upolować klienta zadziałają. Może na chwile na tych, którzy jeszcze tych metod nie poznali.

 

Biznes rozwijasz wychodząc z wygody, z przyzwyczajeń, nudy, przekraczając strefy komfortu.
Zostawiając je bez sentymentu, że kiedyś to było… i bez gadania „niech to wróci do normy”.

Napinając „siatkę” do granic własnych możliwości.

 

Aby poczuć ten wiatr zmian musisz wychylić nos z bezpiecznego grajdołka. Zostawić tą chciwość Ego – zagarnięcia wszystkich pieniędzy dla siebie.

 

Jesteś specjalistą? Super. Masz kontakt z klientem, słuchasz. Ok. 20% czasu, a całą resztę oddaj ludziom. Daj innym szansę, naucz, wytrenuj i kolejnych, i kolejnych.

 

Twoje 80% przeznacz na kreatywne tworzenie rozwiązań, o które „między wierszami” proszą klienci, kiedy z nimi rozmawiasz, o których mówią narzekając, skarżąc się i których nigdzie nie znajdują.

 

To Twoje pole działania. RYNEK. Poznać inne rozwiązania, poznać inne strategie, metody i tworzyć własne na olbrzymią skalę.

 

I Ty to możesz.

 

Musisz tylko wyjść ze swojego komfortowego grajdołka 🙂 nawet jeśli wygląda luksusowo i lubisz, jak ludzie przychodzą i podziwiają jak tu pięknie to tam już nie ma miejsca dla ciebie.

 

Ludzie czekają, świat czeka na twoje nowe pomysły, które pomogą im lepiej żyć.

 

 

 

Dodaj komentarz