Dzielić się szczęściem

Wiele osób szuka szczęścia poza sobą, w rzeczach, w innych osobach, zapominając, że źródło jest w nas.

Żeby je poczuć, wystarczy się otworzyć na innych ludzi, skoncentrować na dawaniu i dzieleniu się bez oczekiwania aprobaty, poklasku i wdzięczności.

Moje obserwacje sektora beauty utwierdzają mnie w przekonaniu, że warto byłoby wprowadzić w uczelniach kosmetycznych przedmiot „obsługa klienta” i uczyć zanim kandydat wystartuje w biznesie i zderzy się ze swoją niewiedzą. Zanim zacznie szukać winnych niepowodzeń w konkurencji i w pseudo kryzysach.

No bo jak tu wierzyć w kryzys. Gdyby był dotykałby zapewne wszystkich w tej branży. A tu jednym powodzi się doskonale, a innym byle jak.

Mało kto wtedy przygląda się sobie. Miejsce w jakim się znajdujesz wymyśliłeś, wymyśliłaś kilka ładnych lat temu. To Twój sposób myślenia sprowadził Cie do miejsca w którym jesteś dziś.

Odpowiedzialność to świadomość konsekwencji swojego postępowania. Ktoś kto kradnie musi być świadomy konsekwencji, że kiedyś będzie musiał oddać i ponieść karę. Ktoś, kto nie dba o obsługę klienta musi być świadomy, że w końcu klient znajdzie takie miejsce, w którym obsłużą go lepiej. I wcale nie musi to być jakiś nadzwyczajny produkt, urządzenie. Wystarczy więcej empatii, wystarczy zrozumienie potrzeb klienta, wystarczy znajomość potrzeb klienta i otwartość na to, żeby pomóc.

Jeśli masz poczucie, że „wciskasz” cokolwiek klientowi, to znaczy, że nie rozumiesz swojej misji, nie rozumiesz tego, że klient, który przychodzi do salonu beauty ma potrzebę, ma problem. Prawdopodobnie palący problem.

Do dziś są salony (rozmawiałam z jedną z właścicielek przedwczoraj), dla których najważniejsze żeby było pięknie, dobre wyposażenie, duże umiejętności kosmetyczki, a klient… po co karta konsultacyjna????

Właśnie po to!!! Żeby poznać jego potrzeby, żeby dobrać zabieg, żeby znaleźć rozwiązanie dla jego palącego problemu i w końcu, żeby zmienniczka miała wiedzę co było robione, a nie na drugi dzień po strzyżeniu mówiła ….. przydałoby się trochę podciąć….

Tak to zdarzyło się mnie jakiś czas temu. Dlatego jeżdżę do „swojego” Roberta na ile czas mi pozwala. Z powodu niedbalstwa lokalne salony, które odwiedzałam straciły trochę pieniędzy na mnie, a prawdopodobnie nie jestem jedyną.

Ile wiesz o swoim kliencie?

Ile mu dajesz?

Wróciłam wczoraj ze szkolenia i zastałam taki oto wpis na Fb

Marzena Stefanowska 2 marca 22:59
„zakochałam ” się w Tobie kilka lat temu…, nadal opowiadam o Tobie moim klientkom…, jestem dumna, że to u Ciebie nauczyłam się początków zawodu, dziękuję, że dawałaś nam czasem „wycisk” na kursie ,
a dziś czytam Twój link o możliwości zmian w moim salonie i znów Ci dziękuję jeszcze raz za wszystko…
Świadomość, że szczęśćcie jest w nas pozwala się nim dzielić. Warto.
Daj, bez oczekiwań.

 

 

Dodaj komentarz