Dzisiaj słówko o miłości ❤

😘Dzisiaj napisałam do swoich czytelników list o miłości 🙂
Czyli…?
Czyli o marketingu 🙂
Nie o wakacyjnym romansie, nie o miłości do zimy i o pięknych zaśnieżonych krajobrazach (drogach),
ani nie o sfrustrowanej pani domu i spóźniającej się… 🙂 🙂
Znów napisałam o marketingu.
Marketing to pewien rodzaj miłości.
Miłości wyjątkowej. Miłości do klienta. 
Prawdziwej miłości!
A, że właśnie Walentynki to analogicznie przyszedł mi na myśl nasz klient,
o którym pamiętamy od okazji do okazji.
Np przy okazji Walentynek.
To taka trochę miłość z wyrachowania.
Pamiętamy wtedy, gdy kupuje, pamiętamy gdy bardzo potrzebujemy jego pieniędzy.
A on jak na złość wtedy nie przychodzi.
Czy może być interesowną miłość?
Oczywiście, że nie!!!
To nie jest miłość, to jest interes.
Miłość to uczucie. I klient czuje. Bo też ma emocje i czuje 🙂
Czuje, czy to z miłości czy z chciejstwa.
Z miłości poznasz dokładnie jego potrzeby. Z miłości będziesz chciała, żeby był szczęśliwy i tym bardziej będziesz chciała znać jego pragnienia, marzenia, żeby go uszczęśliwić.
Kiedy jest tylko interes, to korzysta się ze sztuczek.
Napisano wiele książek o tych sztuczkach.
Tricki sprzedażowe, marketingowe.. czyli jak go zwabić i „obłupić”.
Czyli sprzedać mu to czego ty chcesz się pozbyć, a nie to, czego potrzebuje Twoja „miłość”.
Mój email dzisiejszy był o nieskutecznych postach.
Bo nieskuteczność komunikacji do klienta wynika właśnie z braku tej prawdziwej miłości,
z udawanej miłości, z udawanej troski.
A klient, szczególnie ten, który jest kobietą „czuje”.
Czuje, że to co piszesz nie wynika z troski.
Skąd to wie?
Bo troska nakazała by ci poznać jego pragnienia i wyjść im naprzeciw, poznać język komunikacji, który zrozumie.
Troska nakazałaby zadbać o standardy, system obsługi, o systematyczność.
Tymczasem ty idziesz na skróty. Uczysz się sztuczek i to nie nowych.
Powielanych wszędzie tam, gdzie buduje się firmę dla siebie nie dla ludzi.
Z korespondencji wynika, że wiele osób zastanawia się dlaczego tak się dzieje,
że raz jest reakcja, a innym razem jej nie ma.
Kilka osób zareagowało natychmiast na mail 🙂 .
Niektórzy bardzo świadomie. Oto list jednej z masterek.
Jak widać uczymy się całe życie 🙂
„Dzień dobry Lucynko🙂
Staram się pisać do klienta, pracuję nad postami i widzę efekty.
Twój dzisiejszy mail mnie jest trafiony
Podam swój przykład:
Od stycznia intensywnie pracuję nad marką firmy i z dnia na dzień widziałam efekty, natomiast na luty zaplanowałam kilka działań, ale przyznaję że myślę w nich o sobie tzn o produktach których chcę się „pozbyć”. myślę w 100% o sobie a nie o kliencie. Przyznaję że takiego zerowego odzewu to już dawno nie miałam.
☹️☹️☹️☹️
Wiem, Powinnam wrócić na normalne tory, i teraz zastanawiam się jak to zrobić. Na razie mam rozproszone myśli i skupiam się na rzeczach niewłaściwych
Ty zawsze wiesz kiedy napisać.
Jak czytam Twoje maile to jak byś je pisała bezpośrednio do mnie po analizie mojej pracy.
Wiem że tak nie jest, ale to co napisałaś dzisiaj w 100% przedstawia mój dzisiejszy stan faktyczny
Dobrego Dnia Lucynko”
Inny mail zapytał: „No, ale jak się tego wszystkiego dowiedzieć, a RODO?”
A RODO nie ma z wiedza o kliencie nic wspólnego.
To wiedza bardziej psychologiczna o ludzkich zachowaniach, nawykach, potrzebach i oznakach tego.
Ale tez klienta możesz zwyczajnie zapytać!
Możesz też zapytać potencjalnego klienta.
Możesz pytać, możesz czytać raporty, robić własne analizy.
Możesz też zadać pytanie sobie:
– co mogłoby wywołać uśmiech na twarzy mojej klientki?
– co mogłoby spowodować, że krzyknie: wow! chcę więcej?
– co klient mógłby powiedzieć na to?
W miłości nigdy tych pytań za dużo!
Jeśli kochasz prawdziwie nie potrzebujesz dodatkowej motywacji, żeby robić to co trzeba.
Życzę Ci jak najwiecej długofalowych relacji klient – firma budowanych z miłością.

Dodaj komentarz