Litować sie czy współczuć

Pomaganie ludziom to niezwykle trudna sprawa. Wymaga specjalnego zrozumienia i świadomego podejścia.
Większości kojarzy się z litością, z robieniem czegoś z litości.
Popatrz co takie litowanie może człowiekowi dać. Ktoś cierpi. Cierpienie to ewidentny brak akceptacji stanu w jakim się znalazł. Często powiązane z żalem, uraza do kogoś, czegoś, że rzeczy nie maja się tak jak byśmy chcieli. Czy mylisz, że jesteś w stanie komuś w takiej sytuacji pomóc?
Jasne, że nie!
Jedyny chyba sposób to wytrącić go z tego stanu, co bywa czasem bolesne, czasem się na ciebie obrażą, ale tylko wtedy mają szansę wyjść z tego dołka.
W jaki sposób możesz wytrącić? Nie przyzwalając na użalanie się do Ciebie, na wymówki, na odbieranie Tobie energii ciągłym narzekaniem i nic z tymi problemami nierobieniem.
Jeśli się litujesz, głaszczesz, tak, tak, biedny ty, sierota…. To co? Trzymasz go w tym stanie!
Podobno tak jest z krabami. Kiedy włożysz jednego do wiadra to wcześniej czy później sobie poradzi i wyjdzie. Jeśli dołożysz mu drugiego, to będą nawzajem się ściągać do dołu i żaden nie ma szans.
Pomaganie nie polega na trzymaniu w dole. Wiele osób tego nie rozumie. Kiedy mówię otwarcie o problemie, nazywam rzeczy po imieniu, bez ogródek pojawia się opór, bunt, łzy, poczucie żalu…. Ego broni się jak może, żeby nie wypuścić delikwenta ze swoich rąk, z poczucia ofiary.
No pomyśl tylko, gdyby lekarz litował się nad pacjentem, że ten po operacji będzie odczuwał ból kiedy przestanie działać znieczulenie, to odstąpiłby od ratowania mu życia, matka zostawiłaby dziecko w domu zamiast kazać iść do szkoły, bo płacze, bo mu w szkole nie tak…
Rodzice niepełnosprawnych dzieci, nie godzili by się na ciężkie ćwiczenia!
Jest taka książka (już kiedyś o niej pisałam) Shinichi Suzuki „Karmieni miłością”. Malutka cudowna książeczka. Muzyk opisuje tam przypadek dziewczynki z Haine Medina (powykręcane rączki, oczy w różne strony itp.) która mama przyprowadziła na naukę gry na skrzypcach. Słuch idealny, ale niepełnosprawna. Autor opisuje to mniej więcej tak: Dziewczynka brała smyczek do rączki, podnosiła, upuszczała. Matka podnosiła, wkładała w dłoń, dziewczynka upuszczała, matka podnosiła i pomagała ustawić dłoń…po tysiąckroć…. Pomimo bólu, płaczu, grymasów, zmęczenia…. Ale kiedy wreszcie zabrzmiały pierwsze czyste dźwięki skrzypiec, pierwsze melodie… dziewczynka wyprostowała się, oczy wróciły na właściwe miejsce. Dziewczynka była pierwsza japońską skrzypaczką, która zagrała w znanej na całym świecie Berlińskiej Orkiestrze Symfonicznej.
Inny przypadek, już nie z tej książki… Don Felder, jako małe dziecko złamał tak nieszczęśliwie rekę, że lekarze ocenili iż na zawsze będzie kaleka. W to nie uwierzyła tylko matka chłopca i nie poddała.
Pomimo bólu, cierpienia, łez dzieciaka ćwiczyła nieustannie jego rękę. Kazała mu podnosić ciężkie wiadra, i ćwiczyć, ćwiczyć, ćwiczyć. Chłopak miał niebywały słuch muzyczny. Kiedy miał 15 lat kupił sobie gitarę. Jakiś czas później zagrał na jednym z koncertów najsłynniejszą na świecie solówkę gitarową. Eagles i Hotel California. Znasz?
Jeśli ktoś kieruje się ocenami innych nie będzie w stanie nie litować się. Bo to może wywołać bunt drugiej osoby, oskarżenie o brak uczuć, o złe intencje, niezrozumienie…
Przypuszczam, że jedna i druga matka zbierały oceny w stylu „wyrodna matka”…
Ale to dzięki tej żmudnej pracy, powtarzaniu, ćwiczeniu ich dzieci stały się mistrzami. Trzeba umieć odróżnić współczucie od litości. Współczujesz, pomagasz, nie wyręczasz, ale pomagasz, nie przyklepujesz… tak, biedny ty siedź tak dalej… czasem pozostaje tylko jedno rozwiązanie. Odciąć się, odmówić współuczestniczenia w tym stanie. W marazmie, w biedzie, w bylejakości, w „krzywdzie”..

Dodaj komentarz