Przyłącz sie do akcji: Poproś o paragon i sprawdź kwalifikacje!

Postanowiłam włożyć kolejny kij w mrowisko.

Przeczytałam niedawno artykuł a Gazecie Prawnej o badaniu, które przeprowadził portal rynek pracy.pl wśród różnych zawodów analizując tzw. szarą strefę. Fizjoterapeuci, nianie, malarze, krawcy, fryzjerzy, korepetytorzy, klauni, członkowie zespołów weselnych, mechanicy samochodowi, hydraulicy, fotografowie, oraz wśród osób wykonujące prace domowe i osób wykonujących usługi komputerowe.

Badanie polegało na telefonicznym pytaniu o stosunek do szarej strefy i proponowaniu różnym zawodom wykonanie usługi na czarno.

Na 250 osób, z którymi prowadzono rozmowy, 63 proc. zgodziło się na wykonanie usługi bez paragonu, pozostałe 37 proc. odmówiło wykonywania pracy w szarej strefie.

Np. 100% ankietowanych hydraulików decydowało się od razu. 🙂

Nic dziwnego, że portale ogłoszeniowe, rubryki ogłoszeniowe pełne są ofert składanych przez osoby niezarejestrowane.

Odsetek osób które zgodziły się na pracę w szarej strefie przekraczający 90 proc. dotyczył fizjoterapeutów i niań.

Wśród fryzjerów również większość osób zaproponowała domowe strzyżenie bez udokumentowania usługi. Sześciu na dwudziestu fryzjerów natomiast zaproponowało wystawienie rachunku. Spośród tej grupy tylko jeden fryzjer, za namową, zgodził się wykonać pracę na czarno.

Najbardziej rygorystycznie do kwestii udokumentowania zlecenia i wystawiania za nie faktur podchodzili fotografowie. Nikt z badanych nie zgodził się na wykonanie nielegalnej usługi.

Z przeprowadzonego przez resort pracy w 2007 roku badania wynika, że Polacy ukrywają dochody za świadczone usługi nie przez biedę czy złą sytuację życiową. Nielegalna praca jest przemyślanym i świadomym wyborem.

„Pod stołem” rozliczane są także usługi rolnicze, ogrodnicze, gastronomiczne, kosmetyczne i opiekuńcze.

Onet.pl przytacza:

„Agnieszka najczęściej pracuje w domu u klienta. A klientkami głównie są osoby, które kiedyś korzystały z usług tej fryzjerki w salonie. – Zanim odeszłam, poinformowałam ich o rezygnacji i zostawiłam swój numer telefonu. Potem wiadomość o mnie rozeszła się pocztą pantoflową, klientki przekazywały kontakt do mnie swoim koleżankom. One dzwonią, a ja do nich przyjeżdżam – mówi Agnieszka. Przyznaje, że nigdy nie miała problemu przez to, że działa nielegalnie, ale raz się przestraszyła. – Klientka, kiedy ją strzygłam, zapytała czy działam legalnie. A gdy odpowiedziałam, że nie, spytała czy się nie boję.”

„- A co mi mogą zrobić, skoro mam tylko krzesło do masażu? – śmieje się Gosia. – Pieniądze od klientów biorę w gotówce, nie kupuję domów i samochodów. Fiskus mnie nie znajdzie.”

 Nigdy więcej firmy

Po odejściu z salonu fryzjerskiego Agnieszka skierowała swoje kroki do urzędu i zarejestrowała firmę. – Znalazłam lokal, wykupiłam reklamę w lokalnych gazetach, liczyłam na sukces. Ale po roku musiałam zawiesić działalność, bo więcej płaciłam składek, niż zarabiałam – mówi fryzjerka.

Długo nie istniała również firma Gosi. – Tylko przez dwa lata, dopóki była obniżona składka ZUS. Gdy musiałam płacić miesięcznie prawie 1000 zł, zamknęłam firmę. Była to jedna trzecia moich zarobków.

Urząd Skarbowy próbuje walczyć z „szarą strefą” na różne sposoby: zarówno poprzez kontrole osób świadczących usługi, jak i przez nakłanianie konsumentów do żądania paragonów za opłacone usługi (akcja „Weź Paragon”). Jednak pracujące „na czarno” osoby przyznają, że nic bardziej nie zmobilizowałoby ich do podjęcia legalnej działalności gospodarczej, niż obniżenie kosztów prowadzenia firmy. Przy innym rozkładzie wolą pozostawać w cieniu.

Nic dziwnego, przy tak bezkarnie dużej szarej strefie mało komu opłaca się pracować legalnie.

A jak to wygląda z pozycji klienta szarej strefy?

Większość nie zdaje sobie sprawy, że zlecanie wykonania usługi, choćby manicure osoby z szarej strefy – jest nielegalnym zatrudnianiem. Jeśli w drodze do klienta bezrobotna manicurzystka na schodach poślizgnie się i złamie sobie nieszczęśliwie rękę to odszkodowanie będzie płacić usługodawca! Nieświadomość nie zwalnia z odpowiedzialności.

Czy warte tego jest 18% taniej wykonana usługa? Tak średnio ankietowani proponowali ceny wykonania pracy na czarno.

Ministerstwo Finansów ma nowy pomysł na walkę z szarą strefą. Projekt rozporządzenia, nad którym pracują obecnie ministerialni urzędnicy zakłada, że od 2015 roku wszyscy lekarze, fryzjerzy czy mechanicy będą musieli ewidencjonować swoje usługi. Tyle, że jeszcze trzeba będzie rękę rozbujać, żeby na tę kasę wbiła.

Pomysły na walkę z szarą strefą kończą się wciąż w sferze pomysłów, bo żadnemu urzędnikowi nie chce się nawet sięgnąć po telefon i sprawdzić ogłoszenie. Zresztą spora grupa sama korzysta z „tańszych” usług szarej strefy.

Nic się nie dzieje bez przyzwolenia osób drugich.

Wg danych Banku Światowego 400 mld złotych (24% PKB) rocznie ucieka w szarej strefie.

Najśmieszniejsze jest to, że większość chce jeździć po dobrych drogach, korzystać z darmowych szkół, z zapomóg, z dotacji… na które potrzeba pieniędzy m.in. z podatków. Podnoszenie ich i tak małej grupie przedsiębiorców prowadzi tylko jak wynika z badań w całej Europie do zwiększenia szarej strefy.

Małe szanse ma startująca młoda kosmetyczka z utrzymaniem swojej małej firmy przy takiej silnej szarej konkurencji.

Rynkowej patologii sprzyja zbyt małe zaangażowanie urzędników w rozwiązanie problemu. Ciągły brak odpowiednich przepisów, ich niestabilność, stereotypy pokutujące wśród decydentów, którzy nigdy przedsiębiorcami nie byli, słaba koordynacja działań poszczególnych organów i służb.

Jej ofiarą jest cała gospodarka, w tym przede wszystkim budżet oraz uczciwe przedsiębiorstwa, które tracą rynek, gdyż nie są w stanie konkurować cenowo z podmiotami działającymi z naruszeniem prawa.

A mnie jakoś w ofertach wyborczych nie udało się wypatrzeć wielkiego hasła PRZEDSIĘBIORCO ZASŁUGUJESZ NA SZACUNEK!!!

1 komentarz do wpisu “Przyłącz sie do akcji: Poproś o paragon i sprawdź kwalifikacje!”

  1. Dobrze powiedziane (lub napisane) ostatnie zdanie. Ja mam takie wrażenie, że wszystkie zmiany w strefie regulacji prawnej działalności gospodarczej bardziej uderzają po kieszeni osoby które legalnie prowadzą działalności niż te, które pracują w szarej strefie.
    Przykład odbiór gabinetu w Sanepidzie. Jak go dokonasz to corocznie skazana jesteś na kontrole, opłatę za odbiór itp (w cale nie neguje sensowności). Osoba, która prowadzi na czarno gabinet i nie ma odbioru nie uświadczy takiej kontroli bo nie ma jej w bazie (przynajmniej tak to wygląda w Sosnowcu). I gdzie tu sens?

    Odpowiedz

Dodaj komentarz