Strefa Komfortu

Przeglądałam Facebooka i doszłam do wpisu, w którym zamieściłam ten oto list:

……
Kochana Lucynko
Piszę do Ciebie od dobrych kilku miesięcy Za każdym razem niszczę list, dlaczego?
Bo to przecież głupoty, bo pełno w nim żalu, bo wymyślone problemy, bo się wstydzę,
bo postanowiłam zrezygnować z udziału w projekcie …itd. itd. Dobrze że wtedy ich nie wysłałam.
Po każdym takim liście czytałam Twoje maile, siadałam do komputera i słuchałam webinaru.
Bardzo mi to pomagało.

Przez cały projekt czekałam… sama nie wiem na co,
na eksplozję pomysłów, które się nie pojawiały,
na rozwiązania, które nie nadchodziły,
na cokolwiek… i sama wszystko blokowałam.

Stale przekraczałam własną „Strefę komfortu”, burzyłam się,
że przecież ja nie potrafię, że nie wiem, że jeszcze tego nie robiłam.
Potem następowało otrzeźwienie i goniłam,
robiłam coś na szybko, stale zostając z czymś do tyłu.
To powodowało kolejne frustracje, niewiarę i złość. Złość na samą siebie.
Że nie potrafię się ogarnąć, zdyscyplinować, zorganizować itd. itd.

Po spotkaniu w Bocheńcu powiedziałam „Koniec” – ja się do tego nie nadaję.
Kiedy tak siedziałam i patrzyłam na innych uczestników grupy to sobie myślałam „ Boże, jacy oni są mądrzy, jakie mają fantastyczne pomysły, wszystko potrafią zrobić i napisać a ja… nie potrafię sklecić jednego, porządnego zdania.” Do tego otwarcie salonu stale się oddalało w czasie. Było mi wstyd… przed Tobą, przed uczestnikami ale chyba najbardziej przed samą sobą.

Wycofałam się… (może zauważyłaś).
Jednak słuchałam Cię, Twojego głosu, Twoich słów, rad, nie opuściłam mojej grupy na MM.

Później się dowiedziałam, odkryłam, że inni mają podobne problemy, że nie jestem sama, która się boryka z tym czy z tamtym.
– jak mnie to uderzyło – ktoś miał podobne rozterki, wahania i obawy.

A Ty cierpliwie czekałaś, nie poganiałaś, nie karciłaś… czekałaś i robiłaś swoje.
W uszach wciąż brzmiały mi Twoje słowa „każdy w swoim tempie”.
Mówiłaś jak wspaniałymi jesteśmy ludźmi, jak wiele z siebie dajemy i wszystko co robimy jest dobre.
A ja …płakałam, bo …(i płaczę teraz ) docierało do mnie, że ja też taka mogę być, że ja też taka jestem, już jestem… że mogę się mylić, popełniać błędy… ale mogę też uwierzyć w samą siebie.

To mnie uderzyło…

Coś się zmieniło. We mnie? Wokoło? We wszechświecie?
Postanowiłam, że muszę wziąć większą odpowiedzialność za nowy salon i jego otwarcie.
Ustaliłam datę (jak radziłaś) i postanowiłam, że nawet jak coś nie będzie do końca gotowe, nawet jak nie będzie wszystkich zezwoleń i nawet jak nie będzie tego „cholernego” pieca – to i tak otworzę ten salon.
W obecnym salonie podniosłam ceny, niewiele z wielkim bólem brzucha, ale podniosłam.
Klienci… jedni są zdziwieni, inni nie reagują jeszcze inni rezygnują z usługi a ja … trzymam się własnych ustaleń. Nie narzekam na nadmiar wolnego czasu
Rozpoczęłam pełną współpracę z wizażystką, z masażystą. Mam plany … np. pokaz mody w marcu.
Nominacja do „Człowieka roku” – to był dla mnie kolejny szok i nawet jak nie wygram to uważam to za swój osobisty sukces.

Inaczej patrzę na ludzi, na problemy, na biznes.
Zmieniłaś mnie i bardzo jestem Ci za WDZIĘCZNA.
Dziękuję to za mało…

Dziękuję aniołom, że pozwolili mi Ciebie spotkać i uczyć się…
Jak żyć, jak się rozwijać i jak kochać… kochać samą siebie… to była najtrudniejsza nauka…
Pozwól mi dalej kroczyć Twoją drogą i czerpać z Twojej mądrości bo…
człowiek maluczki jest i się wywraca a Ty… dajesz siłę, wskazujesz kierunek i uczysz kochać ludzi.

……Długi… wzruszający… ale tylko dla kogoś, kto doświadcza takiej zmiany.

Tylko taka osoba ma świadomość trudu przekraczania strefy komfortu.

Moje ulubione słowo 🙂

Kiedy czytałam pierwszy raz ten list zastanawiałam się, co się dzieje z autorką.. czy to poczucie bezsilności, że jeszcze nie ma takich wyników jak współuczestnicy, czy może złość na siebie i to, że wygodniej jest powiedzieć nie umiem… nie rozumiem..

A jakie to ma znaczenie. To list pełen emocji.

Zdarza Ci się mieć poczucie walenia głowa o ścianę?

Takiego poczucia nie ma tylko ktoś, kto nic nie robi, albo robi asekuracyjnie, ostrożnie, żeby się nie narazić, żeby było łatwo, lekko i przyjemnie. Czyli jak już będę miała pieniądze, czyli jak już się nauczę to, czyli jak będę miała pracownika, produkt… tak czyli jak już będę mieć różami usłane…

Kupa śmiechu.

Kiedy coś robisz to każdego dnia słyszysz odmowę, każdego dnia masz poczucie, że walisz łbem o beton, ale tez kolejnego dnia widzisz, że jesteś o krok do przodu.

I to jest genialne.

Robienie łatwych rzeczy nie posuwa Cię do przodu, bo to oznacza, że je już znasz i tylko się nimi bawisz. Trudne rzeczy uczą Cię. Z trudnych rzeczy powstają genialne rozwiązania.

To jak z nieodkrytym lądem.  Budzi lęk. Ale kiedy już go poznasz to widzisz ile nowego dobra na nim, albo z nauką jazdy samochodem, strach, że się na drodze nie zmieścisz, a potem duuużo przyjemności  🙂

To jak to u Ciebie z tymi strefami komfortu?

Dodaj komentarz